27 czerwca 2014

II połowa czerwca

Ostatnie 2 tygodnie, to okres wzmożonej pracy i wielu obowiązków,
więc mniej czasu miałem na internetowe aktywności.
Na szczęście nie ucierpiały na tym treningi i znajdywałem czas by
potrenować, spotkać się ze znajomkami,
obejrzeć większość mundialowych meczów
i wybyć na weekend'owy wypad z Werką.
Poniżej opiszę wszystko dokładniej i z sensem.

Od 15 czerwca do dzisiaj wykonałem 8 treningów biegowych.
Uśredniając wyszedł mój najczęstszy system biegania 2+1,
czyli 2 dni biegam, a trzeciego dnia nie.
Na obrazku znajdują się rezultaty.
(Data, dystans, czas trwania,prędkość,tempo oraz tętno).
Póki co wychodzą mi tygodniówki na kilomterażu ok. 40.




Nie jest to dużo, bo robiłem już i 80-tki, ale obecnie sporo kilometrów
przebiegłem w drugim zakresie intensywności,
więc nie ILOŚĆ, a JAKOŚĆ odgrywa tu rolę.
Póki co jest bardzo dobrze, forma idzię w górę
i oby jak najdłużej nie łapały mnie kontuzje itp.
Jeśli wszystko się dobrze powiedzie, to powalczę o dobry wynik,
poniżej 40 minut na 10 km, w okolicach życiówki.


Zestawienie 15-26 czerwca

18 czerwca - Zrobiłem wspólny trening z kumplem,
który przygotowywał się do debiutu w Biegu Świętojańskim,gdzie celem miało być połamanie 60 minut.
Stety lub nie, poprowadziłem go tak,
że połamał swój cel już na naszym treningu.
Poprawił sporo, bo wykręcił 56:35 min.

Psychicznie na zawody był już przygotowany idealnie.
Pozostawało tylko odpocząć, zregenerować się i odpalić rakietę na zawodach!







20 czerwca - Na Bieg Świętojański pojechaliśmy z Weroniką,Danielem i Karolą.
Około 22 byliśmy na miejscu, ogarnęliśmy się i szykowaliśmy się do startu.
Ja odpuściłem ściganie, bo formę ciągle szlifuję.
Tradycyjnie o 23:59 wystrzał z ORP Błyskawicy dał sygnał do startu.
Ruszyło nas blisko 7 tysięcy uczestników.



Pobawiłem się w pacemaker'a, prowadziłem Daniela i Weronikę.
Wera od początku zmagała się z bólem w nodze, który męczy ją od miesiąca,
Daniel walczył ze swoimi słabościami żeby dotrzymać tempa Weronice,
W listopadzie zgarnę czwarty medal czyli kadłub i powstanie statek!
która z upływem dystansu zaczynała przyspieszać.
Walczyli dzielnie, rozdzieliliśmy się dopiero na ostatnie prostej do mety,
gdzie Weronika wyrwała sprint, a Daniel trzymał ostatkiem sił swoje tempo.
Czas Daniela to 55:37 min czyli znowu życiówka.

Wera, która powalczyła sprintem na końcu urwała czas o kilkanaście sekund lepszy.
Zabrakło jej do życiówki, ale jak na cały czerwiec bez treningu,
to na prawdę dobry wynik. Ja zrobiłem caly bieg z nimi na średnim tętnie 140,
czyli była to dla mnie lekka aktywność i bardzo przyjemna,
bo mogłem jarać się klimatem, który na Świetojańskim Biegu jest najlepszy.

Do domu wróciliśmy koło godziny 3-ciej w nocy.


Słabo pospałem, ale nie było czasu
W południe przyszła do mnie Werką
i już wybieraliśmy się w drogę.
Postanowiliśmy, że weekend spędzimy w Łebie.
Popołudniu byliśmy na miejscu i mieliśmy czas tylko dla siebie, którego często nie mamy.
Wszystko co dobre, szybko się kończy, czyli w poniedziałek wracaliśmy już do domów i codziennych obowiązków.
Na szczęście są zdjęcia, a także wspomnienia w głowie, których nikt nam nie zabierze!




Przedwczoraj zaliczyliśmy jeszcze mały ODLOT.

Zdjęcia oddadzą to lepiej niż słowa,

a najlepiej jak spróbujecie tego sami na żywo! :)



14 czerwca 2014

Zakrecone dni


Ostatnie dni były bardzo pokręcone.
Koniec maja i początek czerwca trenowałem normalnie, jednak po jednym z treningów ból w okolicach serca i łopatek był na tyle silny, że miałem kłopoty ze snem, a sam ból nie odpuszczał przez kilka dni co mnie bardzo martwiło. Umówiłem się na prywatną wizytę w Gdańskim Eter-Medzie, bo niestety NFZ na rok 2014 już nie miał terminów.
Od momentu wstrzymania treningu do wizyty upłynęło 7 dni.

Cały ten czas nie trenowałem. Przejechałem się tylko na rowerze. Byłem cholernie smutny, bo zmagałem się z własnym bólem, podejrzewałem problemy z sercem, a na weekend 7-8 czerwca w planach miałem zawody w moim mieście. Najpierw na 3 km, a kolejnego dnia na 15 km plażą. Pod te drugie zawody przygotowywałem się specjalnie.

1 miejsca Weroniki na Festynie Biegowym :)
Zawody 7 czerwca - Gminny Festyn biegowy.
Dystans miał liczyć 3 km jednak skrócono trasę i wynosił niecałe 2.
Weronika już się ustawiła na starcie z innymi biegaczami, a ja robiłem jej zdjęcie.
W tym momencie stwierdziliśmy, że spróbuję z nią przebiec powoli te 2 km.
Udany festyn z przyjaciółmi.
Ot tak dla samego udziału, mimo że miałem na sobie jeans'owe spodenki,
buty niebiegowe i koszulkę bawełnianą. Wystartowaliśmy, pierwszy kilometr spokojnie razem, biegliśmy w środku stawki, gdy zaczęliśmy robić drugie,ostatnie okrążenie to postanowiłem przyspieszyć, by dogonić panów biegnących kilkadziesiąt metrów przed nami.
Strasznie dziwnie biegło się w innych butach, ale olałem ten dyskomfort.
Doszedłem grupkę prowadzącą i na kilkaset metrów przed metą urwałem się, dobiegając do mety sam na prowadzeniu. Były to małe, kameralne zawody podczas których biegały najpierw przedszkolaki, potem klasy podstawowe, gimnazjalne a na końcu OPEN. Celem było promowanie biegania i aktywności fizycznej wśród najmłodszych. Chętnie wziąłem w nich udział mimo ogólnej niedyspozycji zdrowotnej.

II Bieg Północy
Zawody - 8 czerwca - II Bieg Północy (15 km)
Piękne zawody, rok temu wygrałem ich pierwszą edycję na dystansie 8 km.
W tym roku chciałem powalczyć na 15 km z czego ponad połowa trasy przebiegała plażą + ciężki podbieg po klifie od plaży do Latarni w Rozewiu. Niestety byłem już wybity z treningu oraz miałem jeszcze bóle, więc racjonalnie odpuściłem z wielkim smutkiem.
W zawodach startowała Weronika, więc pomyślałem, że wesprę ją na rowerze przez kilka kilometrów, które nie przebiegały plażą.Spotkałem się z nią na około siódmym kilometrze, gdzie miała już w nogach 6 km plaży i podbieg po klifie. Kolejne kilometry przebiegały od Rozewie do Chłapowa przy głównej ulicy. Wera biegła z trudem, zmagała się z kolkami, ale mimo wszystko utrzymywała dobry krok. Niestety wyprzedziła ją wówczas kolejna kobieta. Weronika biegła na 4 pozycji wśród kobiet, a czekały ją kolejne kilometry plażą. Wciągnęła żel, popiła wodą i biegła przed siebie. W tym momencie musielismy się rozstać, bo rowerem na plaży jechać nie byłem w stanie.
Wyszarpane podium przez Werę!
Po pokonaniu kolejnych kilometrów plażą, zawodnicy wybiegli w lasku we Władysławowie kierując się do Cetniewa na bieżnie, gdzie znajdowała się meta. Ostatni kilometr mogłem już wspierać Weronikę na rowerze. To własnie na tym kilometrze przesunęła się na 3 pozycję. Biegła już tylko sercem, bo ciało odmawialo jej posłuszeństwa, ale wydarła trzecią pozycję w tym morderczym biegu, więc sukces!
Cieszyłem się jej sukcesem, ale miałem również niedosyt, że sam nie mogłem startować, bo wyniki końcowe pokazały, że walczyłbym o 2-3 pozycję.
Obiecałem sobie, że postaram się za rok przygotować porządnie na tę imprezę i odbić sobie z nawiązką!


Popołudniu poszliśmy jeszcze na mecz eliminacyjny do Mistrzostw Europy koszykarek. Polki ograły reprezentację Luksemburga bez kłopotów.
Niestety z powodu kontuzji nie grala Agnieszka Szott, a to głównie dla niej szedłem na ten mecz... <3



Kolejnym ważnym dniem była środa - 11 czerwca.
Pobudka przed siódmą rano i szybka podróż do Gdańska, gdzie czekały mnie badania: echo serca, test wysiłkowy i parę mniejszych badań tj. ekg, badania antropometryczne. Jak się okazało po badaniu echokardiografi serca i rozmowie z panią kardiolog - z sercem wszystko w porządku!
Szczegółowy opis na obrazku poniżej.




 

Holter jest, test wysiłkowy START!
Cieszyłem się, że serce pracuje świetnie, ale zastanawiało mnie bardziej skąd bóle w jego okolicach. Przedę mną był test wysiłkowy.
Lekarze założyli mi Holter i rozpoczął się test na rowerku stacjonarnym.
Pedałowałem na coraz większym obciążeniu, serce pracowało coraz mocniej, pociłem się coraz bardziej, a całą pracę na komputerze obserwowali lekarze.
W dodatku co chwilę lekarka mierzyła mi ciśnienie.



Dobiłem do tętna 174 i w tym momencie lekarz kazał mi zwolnić, odpocząć i zakończyć jazdę na rowerku. Przez kilkanaście minut śledzili pracę serca podczas intensywnego wysiłku i zgodnie stwierdzili, że wszystko bardzo dobrze! Super, cieszyłem się, ale dalej zastanawiałem się skąd te bóle?
Centrum dowodzenia :D
Po wywiadzie z lekarzami doszli do wniosku, że najprawdopodbniej przyczyna leży w kręgosłupie. Powinien mnie zbadać fizjoterapeuta.
To był meczący dzień, ale na dużym plusie.



Wiedząc, że serce ma się świetnie kolejnego dnia wybrałem się na pierwszy bieg po dłuższej przerwie. Zrobiłem bardzo przyzwoite 8 km i tętno również nie bylo tragiczne jak na ową przerwę. Piątek to kolejny bieg na dystansie 8 km, ale jeszcze szybszy. Psychika się odblokowała.
Skoro o serce nie ma już obaw, to z radością kończyłem trening na tętnie blisko 180. Teraz za cele stawiam sobie dbałość o mięśnie pleców, które zaniedbałem i być może stąd wyniknęły problemy.



Fajnie się wraca "do gry" po przerwie.
Przede mną kolejne cele, plany, marzenia.
Nawet jeśli chwilowo zostaną odłożone w czasie z powodu przeszkód,
to i tak nie powstrzymają mnie od osiągnięcia celu...

P.S. Przedwczoraj wystartował mundial! Przez cały miesiąc rozkoszował się będę kilkoma meczami dziennie! Żeby nie było zbyt leniwie, to mecze postanowiłem oglądać na rowerku stacjonarnym. Przyjemne z pożytecznym - polecam :D



02 czerwca 2014

Podtrzymywanie formy

Tak jak ostatnio wspominałem - oszczędzam się!
Do czasu aż skończę wykonywać wszelkie badania, niektóre mam za sobą, a
niektóre  jeszcze przede mną, będę jak najrzadziej wskakiwał na tętno 160-180.
Uwierzcie, że nie jest łatwo, bo przyzwyczaiłem się, że treningi kończę na
najwyższych intensywnościach, a teraz celowo się spowalniam.
Jak upewnię się u kardiologa, że wszystko z sercem w porządku, to dalej
będę gnał do utraty świadomości!

Spokojny tydzień, a mimo wszystko przyzwoity.
40 km biegowo i 36 km rowerowo.

Niedziela
Tempo bardzo wolne(6:03min/km), bo bieg przez większość dystansu prowadził przez plażę
w dodatku utrzymywałem niskie tętno żeby się nie przemęczać.
Trening wykonywałem w południe przy prażącym słońcu.
Machnąłem 13 kilometrów na średnim tętnie 132 czyli najlżejszy zakres
intensywności. Pomimo, że biegłem po piasku, to mięśniowo nie odczuwałem
żadnych problemów, może to zasługa treningów w parku po nierównym i
grząskim terenie. To było bardzo przyjemne 78 minut przebierania nogami.


Poniedziałek
W planach było bieganie, jednak sam nie wiedziałem jak się to potoczy, bo
byłem wymęczony po całym dniu na słońcu i zanim zacząłem trening, to
czułem się jakbym już był po nim.
Oddałbym wszystko żeby wtedy pójść spać, a była godzina 18.
Z doświadczenia wiem, że nawet gdy nie chciało mi się ruszyć tyłka, to
podczas treningu się rozbudzałem, a czasem nawet nabierałem ogromną
moc, a jeśli nie pójdę, nie sprawdzę, to się nie przekonam.
Automatycznie, bez myślenia się ubrałem, a że ciepło na dworze, to na
szczęście nie potrzeba zakładać wielu warstw tylko spodenki, buty,
koszulka i opaska. Pobiegłem najpierw do portu, gdzie wbiegłem na piach i
wzdłuż morskiego brzegu leciałem już do Chłapowa.
Z plaży wydostałem się schodami. Gdy wspinałem się po nich, to ze
średniego tętna 140 wskoczyłem na 166, a nogi słabły, ale nie takie rzeczy
się pokonywało. Na koniec powrót z Chłapowa do Władysławowa i tam mała
rundka. Bieg zakończony na 10 km dystansie i powolnym tempie, ale również
niskim tętnie, czyli poziom wytrenowania utrzymuje dobry.



Wtorek
Jako że dwa ostatnie dni były niezłym treningiem, to dzisiaj bieg
luźniejszy, a środa będzie dniem odpoczynku.
Pobiegałem 6 km, w tym 1,5 km plażą, 2 km w parku, a reszta przez miasto.
Trening krótki i mieszany, bo dołożyłem 7 przyspieszeń, krótkich, bo 10-15
sekundowych w celu "odmulenia" nóg po plaży i parku. Tętno podskoczyło
maksymalnie do 168 także serce popracowało, ale tylko krótkotrwale, bo
średni hr (heart rate) 145 czyli ciągle 1 zakres.

Środa
Nie jestem kolarzem ani triathlonistą, ale również lubię pobawić się na rowerze.
Zrobiłem w 50 minut 15 km, trzymając tętno poniżej 120 ud/min,
czyli w skrócie opisując była to łagodna forma wysiłku.


Czwartek
Nieudany bieg zarówno dla mnie jak i Weroniki.
W planach było około 8 km z przebieżkami, ale przy 4-kilometrze Weronika
musiała wracać pieszo do domu (prawdopodobnie zaczęło jej doskwierać pasmo
biodrowo-piszczelowe), a ja zawróciłem do swojego domu z powodu problemów
żołądkowych kończąc na 7 kilometrach, mimo że była forma na mocniejszy
trening, to niedosyt pozostał.
Lepiej się nie dotrenować niż przetrenować, więc z nadzieją czekałem na
kolejny dzień.

Piątek
Przyzwoity bieg, pomimo niskiego tempa spowodowanego tym, że biegłem plażą w dodatku nie brzegiem a środkiem(wersja trudniejsza) intensywność była
dobra, serce popracowało, a nie bolało, więc pozytywnie.
Był to świetny trening dla mięśni nóg w grząskim piachu.
Śmieszne uczucie, gdy po kilku kilometrach przebytych plażą, wskakujemy na asfalt.
Z jednej strony czuć ogromną lekkość, jakby zrzucić z nóg kilkunastokilogramowe ciężarki, z drugiej strony nie jest się w stanie
biec normalną swoją prędkością, bo nogi są okropnie zamulone, a krok
skrócony. Mój trening to 10 km biegu (3 km miastem, 4 km plaża i 3
miastem) Ostatnie 3 kilometry miały na celu ożywienie zamulonych nóg
dlatego zrobiłem kilka przebieżek w tempie dochodzącym do 3:30 min/km, a
tętno podskakiwało do 174.


Sobota
Rekreacyjny rowerek, ale dłuższy niż przypuszczałem.
Myślałem, że przejadę z 10 km, ale wyszło ponad 20.
Jechałem sam, wziąłem smartfona i słuchałem muzyki.
Zanim się ocknąłem, minęło 1,5 godziny.
Cała przejażdżka odbyła się na średnim tętnie 109, więc wysiłek żaden,
a regeneracja aktywna.


Niedziela
Poranek i południe spędziłem na turnieju koszykarskim WłaBasket, który od 10 lat odbywa się w moim mieście. Weronika była sędzią-protokolantką, a
ja z kolegą odpowiedzialnym za opiekę medyczną oglądaliśmy mecze.
Trening w planach miałem na popołudnie, ale zebrałem sie dopiero o 20. Nie chciało mi sie zupełnie, jednak w trakcie biegu nabierałem energii, lecz zakończyłem tylko na 7 km, bo niepoprawne odżywianie w ciągu całego
dnia dało się we znaki. Nie narzekam, bo biegłem plażą, więc malutki
trening wykonany, a nadmiar niewykorzystanej energii spożytkuję na
kolejnym treningu. Wieczór spędziłem na oglądaniu Kabaretonu TopTrendy i
śmiejąc się zasnąłem :)

Poniedziałek
Zrobiłem dzisiaj 6 km z Werką.
Tempo spacerowe, Wera ma prawdopodobnie problemy z pasmem biodrowo-piszczelowym.
Przed nami ciężkie zawody w weekend, więc priorytetem jest zdrowie i odpoczynek.

Ostatni tydzień był bardzo dobry, może nie wykonałem żadnego
spektakularnego treningu na najwyższej intensywności, ale jak podkreślałem
oszczędzam się i dopiero po badaniach kardiologicznych, jak upewnię się,że
z moim sercem wszystko w porządku, to wrócę do mocniejszego biegania.
W połowie czerwca w Gdańsku przejdę badania echa serca, pracy serca podczas testu wysiłkowego i liczę, że wszystko zakończy się pomyślnie

Facebook zmienił szatę graficzną i układ stron/fanpejdży, więc
dla przejrzystości zmieniłem tło.

24 maja 2014

PolskaBiega na Helu

Poniedziałek
Wykonałem trening siły biegowej w parku.
Zrobiłem kilkanaście solidnych podbiegów.
Było parno, duszno, serce pracowało na pełnych obrotach, wymęczyłem się
bardzo, ale BĘDZIE WARTO.
Tak zacząłem kolejny tydzień aktywnych przygód.



Wtorek

Bieżnia i kilka odcinków szybkościowych na dystansach 100m,200m,300m.
Nie cisnąłem na 100%, bo ostatnio się oszczędzam.
Kroku dotrzymywała mi Weronika co oznacza, że robiła mocne przyspieszenia
i mogła poczuć własnym ciałem prędkość dochodząca do 20 km/h czyli 3
min/km.


To nie wykres EKG Serca :)
Środa
Trzeci dzień treningu biegowego z rzędu.Zrobiłem około 7 km z Weroniką i dodatkowe 3 km sam.Biegaliśmy spokojne tempo i co kilka minut mocne przyspieszenia, 30-sekundowe. Wyszło nam 6 takich przyspieszeń, które podbijały wyraźnie tętno ze 130 ud/min do 150-160 ud/min.Szczegółowo możecie to zaobserwować na obrazku po lewej.9 kilometr gdy wracałem w stronę domu przyspieszyłem mocno i zrobiłem go w 3:41 min podbijając tętno do 175. Lubię takie ożywienie.10-ty kilometr był już uspokojeniem.

Zrobiłem go w 5:04 minuty i tętno spadło do 140.
Podsumowując, jesteśmy z Werą w bardzo dobrej formie.
Dalszy racjonalny trening połączony z dobrą regeneracją da nam dużo
radości i życiówek w przyszłości.


Dzielny pacjent po pobieraniu krwi!
Polecam Wam badać się regularnie!


Czwartek

Dzisiaj wolne od biegania zgodnie z planem ustalonym już kilka dni temu.
Ogarnąłem trochę spraw własnych i wieczorem znalazłem chwilę żeby pospacerować,
bo ostatnio większość czasu spędzam w biegu lub na rowerze.

Nazbierała bzu

Zwycięstwo!
Piątek
Pojechaliśmy rano z Weroniką na Hel, gdzie odbywały się zawody biegowe z cyklu PolskaBiega.
Trochę nietypowy dzień tygodnia jak na zawody, ale mimo że nie weekend, to
znaleźliśmy czas. Od samego rana temperatura powietrza była bardzo wysoka.Zawody miały być na dystansie ok. 2 km, jednak z powodu upału i trasy przebiegającej w słońcu bez odrobiny cienia, organizatorzy skrócili trasę do 1,2 km.

Najszybsza kobieta zawodów
Czy to dobrze? Niekoniecznie, bo żaden ze mnie sprinter, a tym bardziej w tak prażącym słońcu.
Tak czy siak nie przyjechałem tam by rozmyślać o dystansie, tylko spiąć się jak najmocniej i pobiec.Wystartowaliśmy. Zacząłem żwawo, tempem poniżej 3:00 min/km.Mimo tego paru młodziaków odjechało mi na kilkadziesiąt metrów.Stwierdziłem, że jeśli biegają rzeczywiście tak szybko, to nie mam szans się z nimi ścigać. Postanowiłem przeczekać ten atak i po kilkuset metrach zacząłem dochodzić grupkę uciekinierów.Do mety pozostało 800 metrów, a ja byłem na 3 miejscu z kilkunastometrową stratą. Zamiast szaleńczo gonić, trzymałem tempo i zauważyłem, że zbliżam się do prwadzących. Połknąłem najpierw drugiego zawodnika. Pozostał jeszcze tylko jeden do wyprzedzenia i 200 metrów do mety. Tempo przycisnąłem do 2:40 min/km i to wystarczyło aby przed metą wyjść na prowadzenie! Zmęczyłem się mocno, nie było czym oddychać, czułem że jestem bliski zakwaszenia się, ale doświadczenia z innych biegów wzięły górę.

Dokładny wykres mojego tempa i tętna z zawodów.

Nie szarpałem niepotrzebnie tempem, zwalniałem gdy mogłem sobie na to
pozwolić,a gdy trzeba, to przyspieszałem, prześcigani przeze mnie
zawodnicy próbowali odpierać ataki, ale byli już zakwaszeni, a ich rytm
wyglądał jakby śmierć zaglądała im w oczy, a ja wszystko kontrolowałem.

Godzina relaksu przed startem :)
Dystans 1,2km pokonałem w czasie 3:45 min. 3:11 min/km średnie tempo.
Żaden wielki rezultat, ale jak na taką pogodę, to jestem zadowolony, bo w
tak krótkim biegu nie ścigałem się od czasów zawodów szkolnych w szkole
podstawowej. Weronika dobiegła jako pierwsza dziewczyna.
W całej akcji biegowej wzięło udział kilkudziesięciu lub może nawet około
stu młodych biegaczy.




Otrzymaliśmy medale, puchary, dyplomy oraz obiad w restauracji.
Najedliśmy się i poszliśmy odwiedzić foczki w fokarium.

Weszliśmy do niego o 13:59, a o godzinie 14-tej zaczynało się karmienie
fok czyli najatrakcyjniejsza chwila dla zwiedzających. Foki tak jak i my
pół godziny prędzej, zaliczyły swój obiadek i wszyscy byli zadowoleni!
Wróciliśmy do Władysławowa o 16-tej, odebraliśmy moje wyniki morfologi
krwi (idealne!) i rozeszliśmy się w swoje strony.
Około godziny 21:00 zrobiliśmy jeszcze powolne roztruchtanie około
5-6 km.
Padłem ze zmęczenia i zasnąłem niedługo później.
Dzisiaj zaliczyliśmy 10 kilometrowy spacer.
Z Władysławowa plażą do Rozewia, a powrót drogą przy ulicy podczas ulewy i burzy.
Z cukru nie jesteśmy i daliśmy radę.
A już za godzinę nie zapomnijcie o najważniejszym meczu tej wiosny - finał ligi mistrzów!
Real Madryt - Atletico Madryt!


 

18 maja 2014

Aktywne wspomaganie regeneracji


Gdynia, 10 maja
Bieg Europejski 10 km
Strasznie byłem wymęczony po sobotnich zawodach - Bieg Europejski
i obiecałem sobie, że zrobię tydzień spokojniejszy.
Nie biegać, to zbyt smutne dla mnie.
Biegać mocno? Póki co muszę naładować akumulatory.
Poszedłem na kompromis z własnym "JA".
Nabiegałem dużo "wolnych" kilometrów.
Od soboty 10 maja, moje nowe buty Scott'y mają już 60 km przebiegu.
Powoli się w sobie zakochujemy, a sądziłem, że Asicsy będą niezastąpione.

Poniedziałek
Lekkie 5 kilometrów.
Więcej nie trzeba pisać o tym, bo to był "spacerek"
Wtorek
Kolejny, powolny bieg, bo treningiem tego bym nie nazwał.
60 minut, 10,2 km dystansu.
Aktywnie wspomagałem regenerację.
Zaliczyłem przy okazji park i grząski teren z podbiegami.
Cały bieg towarzyszyła mi Werka z Darią :)

Weronika buduje formę na zawody na 15 km

Środa
Trzeci z rzędu dzień aktywnej regeneracji, znowu 60 minut i 10,2 km.
Podobnie jak poprzedniego dnia,
biegłem również z dziewczynami.
Dziewczyny powoli robią wytrzymałość na zawody,
które za 3 tygodnie odbędą się w naszym mieście na dystansie 15 km.
To już nie przelewki, więc muszę zadbać o porządne przygotowanie,
aby na zawodach było im jak najlżej.

Moje standardowe śniadanie.
Owsiane, jaglana, siemie i otręby.


Czwartek
Trening stabilizacyjny
Zaplanowane wolne od biegania, ale żeby nie było siedzenia na dupie, to poszliśmy z Werką na kosza, a umiemy się tam zmęczyć. Aktywnie, wesoło, a na zakończenie dnia lekki trening w warunkach domowych i roll'owanie i moje ciało było szczęśliwe.
Piątek
Sporo pracy miałem tego dnia i w sumie nie wiedziałem kiedy, ile i czy wygospodaruje czas i siły na trening.
Udało się przed zachodem słońca jeszcze, lecz wiedziałem,
że będzie to lekki trening.
Dopiero zaczynałem  jeden trening, a za 16-ście godzin miałem w planach wybieganie z Weroniką,
którą przygotowuje na zawody w biegu na 15km.
Ruszyłem, biegło mi się lekko, łatwo i przyjemnie.
To był jeden z tych dni kiedy wyczuwam w swoim organizmie superkompensacje.
Zrobiłem lekką 8-mkę w tempie około 5:10 min/km.
Nie był to bieg zbyt krótki, ale też niedługi.
W sam raz, aby zadbać o wieczorną regeneracje, porządny sen i obudzić się na wybieganie.

Sobota
Wyspałem się, zaliczyłem owsiankę, chwilę odczekałem żeby strawić
i pobiegłem pod umówione miejsce, do Weroniki.
Zaczęliśmy wspólne wybieganie, polataliśmy po odludnych, polnych drogach.
Pogoda nie była idealna, słońca spało za chmurkami,
a momentami zrywał się mocny wiatr.
To nie mogło mieć znaczenia dla naszego treningu.
Machnęliśmy wspólnie 14 kilometrów w spokojnym tempie i Weronika miała koniec,
a ja musiałem jeszcze wrócić do swojego domu, więc mój licznik zatrzymał się na 15-tu km.


 
Najlepsze dziewczyny na pikniku! :D
Ogarnąłem się szybko w domu, zrobiłem 20-minutowy stretching, najadłem, wykąpałem i rowerach pojechałem do Wery, bo mieliśmy w planach piknik w Chłapowie (koncerty,kabarety,licytacje), gdzie zeszło nam kilka wesołych godzin aż do późnego wieczora.
Podczas pikniku można było zostać potencjalnym dawcą szpiku kostnego dla chorych na białaczkę.
Oczywiście wzięliśmy w tym udział, wypełniliśmy karty, otrzymaliśmy pałeczki, którymi pobraliśmy wymaz z jamy ustnej i zostaną one wysłane do badań, a my zostaliśmy potencjalnymi dawcami, być może ktoś kiedyś z chorobą raka krwi będzie potrzebował przeszczepienia zdrowych komórek, to będziemy mogli pomóc takiej osobie, ratując jej życie.
Jeśli ktoś jest zainteresowany, to odsyłam na www.dkms.pl

Scott'y!


Mglista niedziela w porcie
Niedziela
Machnąłem dzisiaj kilkanaście spokojnych kilometrów na rowerku.
Niby słońce zza chmurek wyszło, ale zimno było. Chyba jeszcze przed snem pojeżdżę na rowerze albo poćwiczę, lubię lekką aktywność w dni wolne od biegania.
Szykuje się ciężki tydzień przede mną, głównie za sprawą treningów szybkościowych
oraz zawodów na krótkie dystanse około 3-kilometrowe.

Niech szybkość będzie ze mną, a moc z Wami!

W Asicsach już nie biegam, ale chętnie do nich wracam


Go, go, go Dred!

P.S. Kumpel Daniel zaczął po raz kolejny biegać, trzymam kciuki za regularność Twoich treningów i połamania godziny na Biegu Świętojańskim!
Wystartuj raz w tych zawodach, a Twoje życie się odmieni :D