27 czerwca 2014

II połowa czerwca

Ostatnie 2 tygodnie, to okres wzmożonej pracy i wielu obowiązków,
więc mniej czasu miałem na internetowe aktywności.
Na szczęście nie ucierpiały na tym treningi i znajdywałem czas by
potrenować, spotkać się ze znajomkami,
obejrzeć większość mundialowych meczów
i wybyć na weekend'owy wypad z Werką.
Poniżej opiszę wszystko dokładniej i z sensem.

Od 15 czerwca do dzisiaj wykonałem 8 treningów biegowych.
Uśredniając wyszedł mój najczęstszy system biegania 2+1,
czyli 2 dni biegam, a trzeciego dnia nie.
Na obrazku znajdują się rezultaty.
(Data, dystans, czas trwania,prędkość,tempo oraz tętno).
Póki co wychodzą mi tygodniówki na kilomterażu ok. 40.




Nie jest to dużo, bo robiłem już i 80-tki, ale obecnie sporo kilometrów
przebiegłem w drugim zakresie intensywności,
więc nie ILOŚĆ, a JAKOŚĆ odgrywa tu rolę.
Póki co jest bardzo dobrze, forma idzię w górę
i oby jak najdłużej nie łapały mnie kontuzje itp.
Jeśli wszystko się dobrze powiedzie, to powalczę o dobry wynik,
poniżej 40 minut na 10 km, w okolicach życiówki.


Zestawienie 15-26 czerwca

18 czerwca - Zrobiłem wspólny trening z kumplem,
który przygotowywał się do debiutu w Biegu Świętojańskim,gdzie celem miało być połamanie 60 minut.
Stety lub nie, poprowadziłem go tak,
że połamał swój cel już na naszym treningu.
Poprawił sporo, bo wykręcił 56:35 min.

Psychicznie na zawody był już przygotowany idealnie.
Pozostawało tylko odpocząć, zregenerować się i odpalić rakietę na zawodach!







20 czerwca - Na Bieg Świętojański pojechaliśmy z Weroniką,Danielem i Karolą.
Około 22 byliśmy na miejscu, ogarnęliśmy się i szykowaliśmy się do startu.
Ja odpuściłem ściganie, bo formę ciągle szlifuję.
Tradycyjnie o 23:59 wystrzał z ORP Błyskawicy dał sygnał do startu.
Ruszyło nas blisko 7 tysięcy uczestników.



Pobawiłem się w pacemaker'a, prowadziłem Daniela i Weronikę.
Wera od początku zmagała się z bólem w nodze, który męczy ją od miesiąca,
Daniel walczył ze swoimi słabościami żeby dotrzymać tempa Weronice,
W listopadzie zgarnę czwarty medal czyli kadłub i powstanie statek!
która z upływem dystansu zaczynała przyspieszać.
Walczyli dzielnie, rozdzieliliśmy się dopiero na ostatnie prostej do mety,
gdzie Weronika wyrwała sprint, a Daniel trzymał ostatkiem sił swoje tempo.
Czas Daniela to 55:37 min czyli znowu życiówka.

Wera, która powalczyła sprintem na końcu urwała czas o kilkanaście sekund lepszy.
Zabrakło jej do życiówki, ale jak na cały czerwiec bez treningu,
to na prawdę dobry wynik. Ja zrobiłem caly bieg z nimi na średnim tętnie 140,
czyli była to dla mnie lekka aktywność i bardzo przyjemna,
bo mogłem jarać się klimatem, który na Świetojańskim Biegu jest najlepszy.

Do domu wróciliśmy koło godziny 3-ciej w nocy.


Słabo pospałem, ale nie było czasu
W południe przyszła do mnie Werką
i już wybieraliśmy się w drogę.
Postanowiliśmy, że weekend spędzimy w Łebie.
Popołudniu byliśmy na miejscu i mieliśmy czas tylko dla siebie, którego często nie mamy.
Wszystko co dobre, szybko się kończy, czyli w poniedziałek wracaliśmy już do domów i codziennych obowiązków.
Na szczęście są zdjęcia, a także wspomnienia w głowie, których nikt nam nie zabierze!




Przedwczoraj zaliczyliśmy jeszcze mały ODLOT.

Zdjęcia oddadzą to lepiej niż słowa,

a najlepiej jak spróbujecie tego sami na żywo! :)



3 komentarze: